Krystian Binecki

Krystian Binecki

student filologii angielskiej

HISZPANIA

Naszą przygodę z Hiszpanią zaczęliśmy od przyjazdu do czterogwiazdkowego hotelu, w którym zostaliśmy zakwaterowani, a przydzielony został nam pokój studencki różniący się od normalnego tylko wymiarem i brakiem balkonu. Hotel był bardzo dobrze usytuowany, ponieważ od plaży dzieliło nas zaledwie kilka kroków, a do miejsca w którym pracowaliśmy było zaledwie 5 minut drogi. Mieliśmy szczęście o tyle, że zaraz po przyjeździe w środę do pracy szliśmy dopiero w piątek, a więc mieliśmy dwa dni wolnego na zapoznanie się z okolicą i miejscem pracy. Pomimo tego, że do klimatu panującego w Hiszpanii trzeba się przyzwyczaić, a może to chwilę potrwać, szybko poznaliśmy innych studentów z programu Erasmus i nawiązaliśmy z nimi dobry kontakt.

Pierwszego dnia w pracy zostały nam przekazane najistotniejsze informacje i zasady tam panujące. System pracy wyglądał następująco: w tygodniu mieliśmy dwa dni wolne ustalane przez menedżera, więc rzadko kiedy była to sobota czy niedziela do której jesteśmy przyzwyczajeni tu w Polsce. Jeśli chodzi o personel z kuchni i restauracji to szybko nawiązaliśmy wspólny język, ponieważ kilka osób pracujących na kuchni całkiem dobrze radziła sobie z językiem angielskim, a z resztą stopniowo w kilku językach porozumiewaliśmy się przez większość naszego pobytu.

Część personelu pracującego w restauracji przez cały czas chciała i starała się uczyć nas słów i zwrotów w języku hiszpańskim, co czasami brzmiało i wyglądało przekomicznie! Pracownicy byli naprawdę w bardzo zróżnicowanym przedziale wiekowym, co w dużej części wpływało na ich znajomość języków obcych oraz kultur. Niemniej jednak każdy był wyjątkowy na swój sposób i tylko kwestią czasu było to kiedy zaprzyjaźnimy się z nimi bardziej.

W kwestii gości którzy odwiedzali naszą restauracje mogę powiedzieć, że miałem kontakt z naprawdę wieloma obcymi językami i dialektami z którymi normalnie na co dzień bym się nie spotkał. Wszelkiego rodzaju stereotypy, że ludzie z danego kraju źle się zachowują są tylko i wyłącznie legendą ponieważ wszystko zależało w grubszej mierze od charakteru człowieka. Muszę przyznać, że znajomość języka francuskiego pomogłaby mi niezmiernie, ponieważ nie każdy zna język angielski na tyle aby o coś zapytać lub wytłumaczyć. Na szczęście zawsze do pomocy mieliśmy personel, który pomagał i wyjaśniał niezrozumiałe sprawy.

Bardzo istotnym czynnikiem wyjazdu był fakt zapewnionych 3 posiłków w ciągu dnia. Nie ważne czy byliśmy w pracy czy mieliśmy wolne, zawsze mogliśmy przyjść i dowoli się najeść lub napić. Ciekawym rozwiązaniem też była możliwość poproszenia o tzw. torbę piknikową, w której znajdowały się kanapka, owoce, woda i drobne przekąski.

Miło wspominam również wycieczkę do zamku wraz z moimi przyjaciółmi z uczelni, na której wszystko było zapewnione począwszy od dobrego jedzenia, po picie i rycerskie show. Inną formą rozrywki, która po części była zapewniona to plakietki, które nosiliśmy w pracy przy strojach roboczych, a zapewniały one darmowe wejścia do większości klubów w Lloret de Mar.

Na zakończenie mogę powiedzieć, że taki wyjazd i praca wiele uczy, wzbogaca nasze CV i poszerza horyzonty. Nie poznałbym tych ludzi i ich obyczajów, gdyby nie możliwość wyjazdu i pracy za granicą za co jestem bardzo wdzięczny.