Łukasz Papuga

Łukasz Papuga

student filologii angielskiej

HISZPANIA

Nasza podróż do Hiszpanii zaczęła się z samego rana. Po krótkim locie dolecieliśmy do Barcelony, gdzie czekał na nas już autobus, który miał nas zawieźć do naszego przyszłego miejsca odbywania praktyk. Już na wstępnie zachwyceni byliśmy widokiem palm oraz wszystkiego, co nas otaczało. Podróż autobusowa trwała 2 godziny, ponieważ nasza miejscowość Salou, a dokładnie jej przedmieścia Cap Salou są dość daleko położone od Barcelony. Przez większość drogi dalej nie mogliśmy wyjść z zachwytu i podziwu otaczających nas krajobrazów. Dojeżdżając w końcu na miejsce, poznaliśmy jednego z recepcjonistów, który zaprowadził nas do naszych pokoi ulokowanych w hotelu. Po szybkim ogarnięciu się poznaliśmy już pierwszych nowych znajomych, okazali się to być praktykanci z Ukrainy, którzy biegle porozumiewali się w języku polskim. Szybko się polubiliśmy i pokazali nam co gdzie znajdziemy, jak co funkcjonuje, opowiedzieli w skrócie jak wygląda tutaj praca, życie itd. Do morza mieliśmy 100 metrów, wiele plaż wokół, obok hotelu znajdowały się również sklepy ogólnospożywcze. Po 2 dniach, które dostaliśmy na aklimatyzację, nadszedł czas na naszą pracę. Nie powiem, nie byłem pewny tego jak to będzie wyglądać, tym bardziej dowiadując się, że niewielka część personelu rozmawia biegle w języku angielskim, dominował oczywiście język hiszpański.

Część z nas dostała pracę w barze – co akurat mnie cieszyło, gdyż miałem już styczność z tego typu pracą. Początki bywały trudne, zarówno praca jak i komunikacja, lecz wspólnymi siłami zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Na samym początku już udaliśmy się na wycieczkę do Barcelony – miasta, które było dla mnie wcześniej jedynie jednym z marzeń do spełnienia. Zwiedziliśmy wiele, choć nie ukrywam najważniejsze dla mnie było jechać na stadion FC Barcelony, bo w ten sposób zrealizowałem marzenia z dzieciństwa. Piękne zabytki oraz wieczorowy pokaz fontann zrobił na nas ogromne wrażenie. Często gościliśmy również w innych miastach typu Tarragona, Reus, La Pineda czy choćby samo Salou. Widoki w miejscach, które odwiedziliśmy były genialne. Zupełnie inna rzeczywistość zarówno pod względem krajobrazów jak i życia. Hiszpanie są znani z raczej leniwego podejścia do życia, co nam odpowiadało, chociaż czasami wręcz denerwowało, gdyż jesteśmy nauczeni, że w Polsce wszystko jest „na wczoraj” a tam raczej nikomu się nie śpieszy, ale ma to też swoje uroki, ponieważ więcej czasu zwraca się na korzystanie z życia i cieszenie się nim, niż ciągłą pogonią za lepszej jakości życiem. W naszym hotelu poznaliśmy oprócz Ukraińców wiele innych narodowości pochodzenia afrykańskiego, bądź ludzi z Ameryki Południowej, a z tymi ostatnimi właśnie spędziłem najlepszy czas, którego nie zapomnę do końca życia. Zresztą co tu więcej pisać, żadne słowa nie oddadzą tego, jak to wygląda naprawdę. Także każdej osobie, która zastanawia się nad wyjazdem powiem, że nie ma na co czekać. Pakuj się i jedź, to nie boli. Epizod życia, którego się nie zapomni, a w wielu przypadkach, takich jak m.in. moim będzie owocował w rozmyślaniach o następnej wizycie w tym miejscu.