Wioletta Szafarczyk Konrad Szymański

Wioletta Szafarczyk, Konrad Szymański

absolwenci historii

CZECHY

To se ne vrati… Dla przeciętnego Polaka ten właśnie zwrot stanowić może, obok postaci Heleny Vondráčkovej i Karela Gotta, symbol kultury naszych południowych sąsiadów. Świetnie również pasuje do kontekstu naszej przygody z Erasmusem w Pradze, to co było – już nie wróci. Na szczęście pozostaje w pamięci i budzi miłe wspomnienia, co chyba jest najlepszym świadectwem dla organizatorów i biorących udział w wymianie.

Do uczestnictwa w praktykach studenckich zachęciła nas żywa współpraca z biurem Erasmusa Uniwersytetu Jana Kochanowskiego. Komunikacja na linii: student – koordynator zawsze układała się pomyślnie, zarówno jeśli chodzi o współpracę w ramach samego Erasmusa, jak i wcześniejsze doświadczenia wyniesione z pełnienia funkcji study-buddy. Dlatego też pomysł o podjęciu praktyk zawodowych w Bibliotece Narodowej Republiki Czeskiej był nam dobrze znany, informacje uzyskaliśmy sprawnie, przedstawiono je klarownie i rzeczowo. Dla studentów/absolwentów studiów humanistycznych, szczególnie zaś historii, praktyka w takiej instytucji to niebywała gratka, dlatego nie mieliśmy wątpliwości, że to dobry wybór. Tak zaczęła się nasza przygoda z Pragą.

Spakowani i pełni nadziei na zdobycie nowych doświadczeń, wsiedliśmy do pociągu relacji Kraków – Praga. Mimo dość spartańskich warunków jazdy, udało nam się szczęśliwie dotrzeć na dworzec Hlavní nádraží, po czym udaliśmy się do miejsca zakwaterowania w studenckim akademiku Volha, położonym w praskiej dzielnicy Kunratice. Od razu uderzyła nas świetna komunikacja miejska. Praga dysponuje trzema liniami metra oraz sprawnie i często jeżdżącymi tramwajami i autobusami. Nadmienić należy, że bilet miesięczny kupuje się jeden, a uprawnia nas on do przejazdu wszystkimi środkami komunikacji miejskiej.  Pomocna była również bliskość obu słowiańskich języków, dzięki czemu konwersacja ze starszymi osobami, które nie posługiwały się językiem angielskim (np. pan z recepcji), nie była aż tak uciążliwa. Dało się zauważyć przyjazną atmosferę i dużą chęć współpracy ze strony administracji akademika.

Kilka dni później udaliśmy się na pierwsze spotkanie z opiekunem praktyk, dr Tomášem Klimkiem. Jest on mediewistą, szczególnie dużą wagę w swoich badaniach poświęca okresowi panowania Karola IV, co jest po części zrozumiałe, gdyż na tej postaci Czesi budują swoją tradycję narodową i prestiż. W bezpośrednim z nim kontakcie uderza jego przyjazne usposobienie, nienaganna kultura osobista i niebywała erudycja. Mimo, iż pochodzi on ze znanej rodziny czeskich intelektualistów (jego ojciec i stryj to znani pisarze i naukowcy), nie buduje on patetycznej bariery pomiędzy nim samym, a studentami z którymi się styka. Spotkania z nim i konwersacja na tematy, które często wykraczały poza oficjalną sferę współpracy (opowieści choćby o miejscach które moglibyśmy zwiedzić) sprawiały ogromną przyjemność. Dodatkowym plusem było to, że Biblioteka Narodowa mieści się w zabytkowym, pojezuickim kompleksie zabudowań, w którym niemal każdy mebel i każda ściana zawiera w sobie elementy historii. Szczególnie zapada w pamięć pokój, w którym dr Klimek przyjmował nas podczas spotkań, gdzie pośród malowideł naściennych zwieńczonych u szczytu barokowymi sklepieniami, stały stare, wysłużone szafy pełne książek i notatek. Gdyby chcieć stworzyć archetyp idealnego pokoju pracy dla historyka – byłby to właśnie jeden z tych, które mieliśmy przyjemność odwiedzać.

Docenić należy również wkład dra Klimka, jaki włożył on w prowadzenie praktyk. Głównym zadaniem, które mieliśmy do wykonania w pierwszym okresie, było wypełnianie obszernej listy autorów starożytnych i średniowiecznych, wraz z tytułami ich dzieł
i ewentualnym pozycjonowaniem w wirtualnym manuskryptorium, którym dysponuje Biblioteka Narodowa. Praca polegała na uporządkowaniu dzieł, które zostały już zdigitalizowane, tak by zaznaczyć czy dane dzieło znajduje się już w wirtualnej wyszukiwarce Biblioteki, czy ma już swoje faksymile, itp. Nie da się ukryć, że była to praca żmudna, ale przyjemna dla absolwentów studiów historycznych.

Kolejny etap polegał na tworzeniu struktur w programie Editix. Tym razem za zadanie mieliśmy stworzyć poprawne wiersze programu, w których umieszczaliśmy poszczególne teksty z dzieł autorów. Mogliśmy użyć tekstów, które znaleźliśmy opracowane w Internecie (np. Historia Francorum Grzegorza z Tours), należało je wtedy zmodyfikować z wersji tekstowej na formę odpowiednią w programie. Bywało również, że należało samodzielnie podjąć próbę odczytania tekstów z oryginału, jak w przypadku rękopisu dzieła Keplera, co przysparzało więcej pracy. Niezbędna była również znajomość języka łacińskiego, specyficznych abrewiacji czy form gramatycznych.

Na spotkaniach z opiekunem (zazwyczaj dwa razy w tygodniu) pokazywaliśmy efekty naszej pracy, problemy z którymi się zetknęliśmy oraz dalsze plany. Nie do przecenienia była znajomość języka angielskiego, którym biegle posługiwał się dr Klimek, co w znaczący sposób ułatwiało kontakty. Problemem nie była również komunikacja wirtualna (e-mail), która często przyspieszała wymianę istotnych informacji.

Praga to na szczęście nie tylko miejsce, w którym przyszło nam pracować w pocie czoła. Jest to miasto z niepowtarzalnym klimatem, gdzie niemal każdy zakątek warty jest zobaczenia. Przechadzając się wąskimi, zatłoczonymi uliczkami na Starym Mieście ma się wrażenie jakby czas stanął w miejscu. Piękne, stare kamienice stojące wokół były świadkami niejednego wydarzenia, przewrotu, widziały więcej niż żyjący obecnie. To wszystko sprawia, że życie w czeskiej stolicy nie daje się porównać z żadnym innym, nie da się go podrobić. Mieszają się tu elementy kultury czeskiej, niemieckiej, żydowskiej, uważny obserwator dostrzeże swojego rodzaju konflikt, kiedy stanie na rynku i z jednej strony zobaczy pomnik Jana Husa, z drugiej zaś cały szereg katolickich kościołów. Udeptany przez miliony stóp Most Karola, strome ulice Małej Strany i strzeliste wieże kościoła św. Wita na Hradczanach wzbudzały w nas niepohamowaną chęć dotknięcia wszystkiego, o czym czytaliśmy
w podręcznikach do historii średniowiecznej. Praga to zdecydowanie miasto, które dla historyka powinno stać się swoistą mekką.

Praga to także miasto tysiąca muzeów. Dzięki udogodnieniom, które oferuje status studenta, mogliśmy zwiedzać ich część za darmo lub za połowę ceny. Szczególnie godne polecenia są filie Muzeum Narodowego, rozsiane po centrum, oferujące dzieła autorów od czasów starożytnych aż po współczesność. Można w nich obejrzeć dzieła takich artystów jak Cranach, Rembrandt, Goya, Dali czy Mucha (Czesi kochają swojego idola okresu secesji!). Bogato wyposażone są również wnętrza zaadaptowanych kościołów i pałaców, które oferują interesującą kolekcje dzieł kultury materialnej ze średniowiecza i okresu nowożytnego. Nie da się również pominąć sztandarowych miejsc, które stanowią o świetności Pragi, takich jak wzgórze Petřín, dzielnica Josefov i cała masa obiektów związanych z Franzem Kafką (drugi obok Muchy artysta, którego miejscowi uwielbiają). Nie sposób wymienić wszystkiego, czego doświadczyliśmy podczas zwiedzania stolicy, zbyt krótki okres naszego pobytu nie pozwolił nam na wyeksploatowanie całej gamy atrakcji, które oferuje to piękne miasto.

Praga to nie tylko budynki i ulice – to przede wszystkim Czesi i ich kultura. Nie da się ukryć, że uwielbiają oni spędzać czas przy piwie, podanym w towarzystwie hauskovych knedlików i rozprawiać o życiu. Wydaje się, że są podobni do Polaków – żyją niemal identycznie jak my, co sprawiło, że czuliśmy się niemal jak w domu. Wydają się ludźmi przyjaznymi, pomocnymi i radosnymi. Widać to szczególnie kiedy wejdzie się do jednej
z kilkuset hospod, gdzie ludzie przy kuflu piwa, niezależnie od wieku, żywo dyskutują na bieżące tematy zamaszyście gestykulując i wydając gromkie okrzyki. Są być może nieco mniej uprzedzeni do tzw. nowoczesnego stylu życia, w którym akceptuje się np. związki jednopłciowe. Nie budzi to powszechnej sensacji, co w Polsce bywa nagminne. Udało nam się także nawiązać kontakt ze studentami, zamieszkującymi akademik Volha. Z jednym
z nich, notabene mieszkańcem pogranicznej Ostravy, udało nam się wymienić kilka zdań na tematy ogólne, wymieniliśmy także spostrzeżenia dotyczące poziomu polskiej i czeskiej piłki nożnej (okazał się wielkim fanem naszej piłkarskiej ekstraklasy!).

Reasumując, nie będzie zaskoczeniem, kiedy stwierdzimy, że pobyt w Pradze był niezwykle owocny i przyjemny. Nabyliśmy całą masę nowych umiejętności w warsztacie historyka, którymi dysponował dr Klimek. Przekazał nam swoją wiedzę na temat sposobu pracy, który jemu odpowiada, co oboje uznaliśmy za ogromny plus. Uzyskaliśmy nowe doświadczenia w pracy intelektualnej, poszerzając swoje horyzonty myślowe. Chcielibyśmy ogromnie podziękować za wkład, włożony przez naszego opiekuna w kształcenie studentów, przyjeżdżających na praktyki do Biblioteki Narodowej. Równie wielkie dowody uznania kierujemy w stronę administracji naszej macierzystej uczelni, która zawsze wyciągała do nas pomocną dłoń. Dzięki czasowi wolnemu udało nam się zobaczyć cały szereg interesujących miejsc w Pradze i poza jej granicami (np. zamek w Karlstejn czy Karlovy Vary). Zobaczyliśmy, że Czechy to nie tylko kraj piwa i Jožina z bažin, ale miejsce, gdzie łatwo spotkać ciekawych ludzi i zapomnieć się w trakcie przechadzki główną promenadą Placu Wacława…